Najlepsze, najszybsze, najpiękniejsze, najdroższe – auta tej klasy zawsze muszą być „naj”. Ultraluksusowe bolidy trafiają do klientów z kategorii „bardzo wybredny i bardzo bogaty”. Czym jest segment F+ i jak bardzo różni się od zwykłej F? Jakie auta należą do tego elitarnego grona?

Stworzenie segmentowej klasyfikacji aut, ułatwiło potencjalnym użytkownikom poszukiwanie wymarzonego samochodu. Wielbiciele jazdy miejskiej mogą przebierać w segmencie A. Duże rodziny wybiorą coś z segmentu D. Bogaci postawią na sektor F. Co jednak z tymi, którzy mają pieniędzy „jak lodu”, a od auta oczekują czegoś naprawdę wyjątkowego?

Nie znajdziesz ich w salonach

Są tylko dla wybranych. Dla nich powstał elitarny sektor F+. Należą do niego samochody, których nie kupimy „od ręki” w salonie (tak jak samochód klasy F, np. BMW serii 7, czy Volkswagen Phaeton).

Ich wyposażenie – podobnie jak w sektorze F – to najwyższa i niesamowicie luksusowa klasa wykonania i technologii. Jednostki napędowe używane w samochodach tej klasy mają największą pojemność i moc. Dzięki temu, tak kierowcy jak i pasażerowie, podróżują w niesamowicie komfortowych warunkach. Ci drudzy nieraz nawet w lepszych.
Auta klasy F+ nie zjeżdżają z taśm produkcyjnych seryjnie (w przeciwieństwie do sektora F). Najczęściej są tworzone na zamówienie, a niektóre ich elementy projektowane i wykonywane są ręcznie. Samochody produkowane są tylko w fabrykach słynących z najwyższej jakości. Ich ceny liczone są natomiast w milionach.

Trochę historii…

Segment F+ wyewoluował z segmentu F, wychodząc naprzeciw klientom, którzy oczekiwali od samochodu więcej luksusu, rezygnując z miana typowego środka transportu.
Jednym z pierwszych samochodów autosegmentu F+ był legendarny Rolls-Royce Phantom, który brytyjska marka produkuje od 1925 roku. Samochód cechował się wybitnym wykonaniem (najwyższej jakości drewno i elitarny, fortepianowy lakier). Przez znawców był uznawany za dzieło sztuki. Ten model produkowany jest do dziś, a jego cena zaczyna się od miliona złotych!

źródło: Alexander Migl / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0

Inną marką, znaną z aut F+ jest Bentley. Tylko nieliczne modele firmy klasyfikowane są w segmencie F. Reszta produkowana jest na zamówienie, w najwyższym i ekskluzywnym segmencie.
Swoje „F+” mają też Niemcy. Maybach, bo o nim mowa, to auto, które wzbudza ogromne emocje i jest marzeniem milionów kierowców na całym świecie (dla większości nigdy niespełnionym). Spokrewniona z Mercedesem marka powstała w 1909 roku i od początku adresowała swoje wyroby do najbogatszych. Flagowym modelem marki jest Maybach 62. Samochód wyposażony jest lepiej, niż niejeden luksusowy apartament!

źródło: Mr.choppers / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0

… i teraźniejszości

Spójrzmy na cechy dzisiejszych aut segmentu F+ i wróćmy do Phantoma. Każde auto ma indywidualnie dobrane wzory tapicerki z cielęcej skóry. Ozdobą wszystkich egzemplarzy jest srebrna statuetka „Flying Lady” i ręcznie malowany wzdłuż karoserii złoty pasek.
Bentley Continental GT stawia na osiągi. Najmocniejsza wersja ma pod maską aż 630 koni mechanicznych! Moc nie wyklucza luksusu, bo jego środek przypomina penthouse.

źródło: M 93 / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0 DE

Samochody te, jako pierwsze wdrożyły do szerokiego użytku elektrykę, rozwinięte systemy bezpieczeństwa, czy nowoczesne silniki.
Cechuje je wyjątkowość
Użytkownikom tych samochodów zależy na przepychu, luksusie i niepowtarzalnym wyposażeniu. Najczęściej nie siadają oni za kółkiem swoich aut – mają od tego kierowców. Często zamawiają je rządy największych mocarstw, czy ikony popkultury. Niektóre pojazdy muszą mieć np. pancerne szyby, czy specjalne skóry.

źródło: Cxpr / Wikipedia / CC BY-SA 4.0

Co ciekawe, informacji o segmencie F+ nie ma wiele. Wynika to z indywidualnych produkcji. Klient ma możliwość wybrania każdego elementu wykonania, jak i parametru silnika. Najczęściej producenci nie oferują silników innych, niż – minimum – ośmio-cylindrowe. Często ich moc osiąga natomiast ponad 500 koni mechanicznych!
Na koniec warto dodać jeszcze jedno – cena aut tej klasy nie spada. Inwestując w „F+” możemy być pewni, że za kilka lat będzie białym krukiem na motoryzacyjnym rynku.

 

Autorem wpisu jest Darek Koza – redaktor bloga motoryzacyjnego Automator.pl.